noc swietojanska mowi do mnie szeptem, od ktorego przebiegaja mi po ciele dreszcze..
Walentynki, kiedy sie dwojkami siedzi w restauracjach i daje prezenty, jakos nie mowia do mnie w ogole.. i pomimo, ze kazda okazja do przypomnienia bliskim, ze sa wazni i najwazniejsi, jest piekna..
i choc Bibsztyl dostal dzis smsa, a jutro dostanie kartke z usmiechem i ze slowami, ktore zazwyczaj cichna w halasie zabieganych dni, to i tak czekam na poczatek lata, kiedy w nocy, przy Kupalince, bedziemy puszczac wianki, a po czarnym niebie beda krazyc setki cichych marzen o milosci wielkiej i namietnej, z ktora plastikowe serduszka, restauracje i kartki z misiami maja tak niewiele wspolnego.. :)
No comments:
Post a Comment